„I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.” Hbr 12,1-2
Wersety te towarzyszą mi od tygodnia. Nosiłam je na sercu rozważając jakie mają dla mnie znaczenie dzisiaj i dlaczego tak bardzo mnie dotykają. Kiedy w sobotę, ze spakowanym plecakiem postanowiłam wyruszyć w góry – tekst ten do mnie powrócił.
Każda podróż ma swój wyznaczony cel – świadomie lub nie. Zawsze gdzieś docieramy, nawet nie robiąc żadnego kroku. Tak było ze mną, kiedy postanowiłam zaliczyć jeden ze szczytów w Tatrach. W taką podróż do plecaka pakujemy tylko niezbędne rzeczy, nie chcemy przecież czuć się obciążeni. Rozważnie więc zastanawiamy się, co ze sobą zabrać, co pomoże w podróży, co ułatwi pokonanie drogi i dotarcie do celu. Podejrzewam, że nikt nie zabiera ze sobą np. grubych i ciężkich książek. Nie pakuje też nadmiernie obciążających produkty opakowań, czy innych dziwnych przedmiotów. Dlaczego? Byłby to zbędny balast. Ciężar, który po kilku godzinach drogi – odczułyby plecy!
Na początku może wszystko wydawałoby się piękne i lekkie. Wypełniony po brzegi plecak nie wydawałby się problemem. Dopiero rodzaj drogi i czas… ujawniają obciążenie.
Podobnie jest w naszym duchowym życiu, życiu wiarą. Celem jest wieczność w obecności świętego Boga. Zanim jednak tam dotrzemy, czeka nas podróż tutaj na ziemi – podróż nie w oglądaniu, ale w wierze. Wiara rodzi się ze słuchania Słowa. Cała nasza życiowa wędrówka jest więc jak górska wyprawa. Niesiemy ze sobą plecak pełen myśli, uczuć, doświadczeń, decyzji, relacji – wszystkiego tego, co nie jest materialne. Wszystko to ma swoją wagę. Na początku godziny poświęcone idealizowaniu w myślach i marzeniach wydają się niewielką ceną… ale kiedy zliczymy te codzienne godziny – przez okres 10 lat – to zyskujemy ładny wynik. Ciężar? A może… codzienne godziny pełne zmartwień i nieustannego smutku prowadzącego do żalu i rozczarowań – po 10 latach – co zaowocuje? Ciężar?
Na początku każdy plecak wydaje się lekki, ale to rodzaj drogi – życiowych doświadczeń, oraz ciężary – wszystko to, na co pozwalamy w swoim życiu (przez własne decyzje), powodują, że staje się on coraz cięższy. A cel jest przecież przed nami… musimy iść! Wierzę, że właśnie dlatego Paweł zachęca tutaj do porzucenia wszelkiego ciężaru (oczywiście w tym grzechu również) by nie tylko iść… ale aby biec!
Skłoniło mnie to do myślenia o tym, co było dla mne ciężarami w ostatnim roku. Co powodowało, że zamiast biec za Chrystusem – patrząc na cel, czułam się bardziej i bardziej obciążona w tej drodze. Jakie przedmioty materialne i niematerialne pozwalałam albo sama umieszczałam w moim życiowym plecaku. Jakie ciężary i Ty niesiesz dzisiaj, bojąc się je po prostu zostawić?
W tekście tym jest obietnica… patrz na Chrystusa. To Chrystus i Jego obecność jest zawsze odpowiedzią! W tej drodze, którą musimy przemierzać wiarą, On nas poprowadzi i udoskonali. Aby to się jednak stało naszym udziałem – potrzebne jest działanie z naszej strony. Musimy porzucić wszelki ciężar. Pamiętając, że nie każdy ciężar jest grzechem, musimy świadomie, aktem swojej woli go z siebie zrzucić. Mamy przecież doskonałego Przyjaciela, która chce nas w tym wspierać – to łaska! Nie lekceważąc zatem darowanej nam łaski w Nim… czyńmy to, co Jemu miłe, nie obciążając swoich życiowych plecaków zbędnym balastem. A jeśli dzisiaj masz poczucie, że Twój plecak jest pełny ciężaru – czas abyś zaufał Bożemu Słowu, uwierzył Pawłowi, zostawił, rozwiązał wszystko to, co Cię obciąża i biegł za Chrystusem. Jego jarzmo jest miłe a brzemię lekkie.
Ja zaufałam.
Ojcze,
dziękując za moc Twojego Słowa… dziękuję, że ono jest odpowiedzią na każdą życiową potrzebę. Nie musimy szukać rozwiązań poza Tobą – ale wszystkie odpowiedzi znajdziemy w Tobie. To często pycha i opór naszych serc przysłaniają nam wszystko to, co Tobie miłe. Obciążamy nasze życie zbędnymi problemami i doświadczeniami, przed którymi Ty chcesz nas ustrzegać! Daj Ojcze nam otwarte oczy serca i wrażliwość na wszystko to, co może utrudniać nam bieg do celu – jakim jest chwała nieba. Niech nasze wnętrze pragnie być wypełniane tym, co Twoje – a Twoje to miłe jarzmo i lekkie brzemię. Taka Ojcze jest Twoja łaska!! Tylko nam wciąż brak wiary i zaufania… Dlatego modlę się dzisiaj Ojcze o wiarę, która pozwoli mi biec do celu. Da odwagę do zrzucania z siebie ciężarów i odrzucania wszelkiego balastu, który mógłby mnie zatrzymać. Uchroń Ojcze. Prowadź Ojcze. Patrząc na cel… sprawcę i dokończyciela mojej wiary – Chrystusa.
a.